Krótkie o mnie: Jakub Krasny – jestem studentem Zarządzania Kulturą i Mediami UJ oraz redaktorem naczelnym All in UJ – stowarzyszenia działającego bezpośrednio przy Uniwersytecie Jagiellońskim. Ponadto we wrześniu 2015 roku rozpocząłem współpracę z portalem xiegarnia.pl. Od 4 lat regularnie zajmuje się recenzowaniem książek. Swoje pierwsze teksty publikowałem na portalu Valkiria Network. Miałem także okazję wystąpić w programie telewizyjnym "Myślnik" na TVP2. Do tej pory napisałem ponad 100 tekstów i współpracowałem z Wydawnictwem Literackim, W.A.B., Czarną Owcą, Czarnym, Sine Qua Non, Książkowymi Klimatami, Fabryką Słów, Muzą SA, Insignis, In Rock oraz Vesper. Do swoich największych autorytetów literackich zaliczam Cormaca McCarthy’ego, Orhana Pamuka, Henninga Mankella, Olgę Tokarczuk, Jarosława Grzędowicza, Witolda Gombrowicza. Oprócz literatury moją największą pasją są koncerty.

Wydanie książki, którą poprzedzało sześć profesjonalnie wyreżyserowanych i nakręconych trailerów, musiało być sporym wydarzeniem na rynku literackim. Obok pozycji, która jest promowana z takim rozmachem, nie można przejść obojętnie. Szczególnie jeśli jej głównym bohaterem jest jedna z bardziej tajemniczych, kontrowersyjnych, a jednocześnie niezwykle inspirujących osób polskiego życia publicznego ostatnich lat. Życiorys dobrze rozpoznawalnego na świecie polskiego muzyka, spisany na niespełna czterystu stronach ukazany został przede wszystkim jako historia normalnego człowieka, który przeszedł drogę od pozycji zwykłego chłopaka do gwiazdy sceny muzycznej.

Czy Jakub Wędrowycz może się znudzić? Czy siódmy tom opowiadań powinien być ostatnim w cyklu? Czy fani nasycili się już Wojsławickimi opowieściami?
Wszystko wskazuje na to, że na każde z tych pytań można śmiało odpowiedzieć stanowcze - nie! Biorąc pod uwagę ilość przeróżnych inicjatyw związanych z kultem Jakuba Wędrowcza, w żadnym wypadku nie można mówić o tendencji schyłkowej famy egzorcysty-amatora. Dni Jakuba Wędrowycza, gra karciana, Wędrowycz TV, komiks, pamiętnik Jakuba W, koszulki, a teraz nawet inicjatywa stworzenia pomnika - to tylko część, ze znanych powszechnie form czczenia bohatera.

Do piątej podróży wgłąb świata sepii pióra Andrzeja Pilipiuka byłem przygotowany rewelacyjnie. Świadomy co mogę spotkać na swojej drodze z miłą chęcią otworzyłem najnowszy zbiór jego dzieł. Nie zaskoczyły mnie wyprawy wgłąb Rosji, do Skandynawii czy praca na wykopaliskach. Nie zdziwiło mnie także ponowne spotkanie Roberta Storma czy doktora Skórzewskiego. Doskonale wiedziałem, że nie może zabraknąć szczypty PRL’u, archeologii, kryptozoologi, tajemniczych przedmiotów oraz niebezpiecznych chorób. Kolejna podróż w czasie sprawiła mi nie mniejszą przyjemność niż poprzednie.

Nie sądziłem, że może powstać bardziej osobista książka Orhana Pamuka, niż Stambuł. A jednak, pozycja Inne Kolory ujawnia jeszcze więcej faktów z życia pisarza. Składają się na nią zbiór esejów noblisty, publikowanych w różnych pismach na całym świecie, opowiadanie, oraz wykład wygłoszony sześć lat temu podczas gali wręczania Nagrody Nobla. Mimo zamkniętej i ciekawej kompozycji, trudno nazwać ją powieścią, ale jak sam pisarz wspomina, jest to obok Stambułu najbliższa mu książka.

Są takie książki i zawarte w nich historie, które pozwalają mi nadal wierzyć w magię, delektować się każdym przeczytanym zdaniem, utracić poczucie czasu. Książki, które kompletnie oczarowują mój umysł. Ich autor wpędza mnie przy każdym literackim spotkaniu w coraz większe kompleksy. „Magik” ten pochodzi z Hiszpanii, a jego dzieła sprzedały się na całym świecie w milionach egzemplarzy. Warto dodać, iż komponuje do nich własną muzykę, inspirowaną każdym z rozdziałów.

Przez całą lekturę Rączych koni, zastanawiałem się czy miałbym na tyle odwagi, by opuścić rodzinny dom i wyruszyć tak jak John Grady Cole, w podróż do obcego kraju, w poszukiwaniu przygód. Dużo do myślenia dawał mi również wiek głównego bohatera. W 1949 roku, mający wówczas ledwo szesnaście lat, John wraz ze swoim przyjacielem zdecydowali się zabrać swoje ulubione konie i ruszyć przed siebie, licząc, że ich życie od tego momentu będzie swobodne i pełne niesamowitych doświadczeń.

Steampunk to jedna z moich ulubionych odmian fantastyki. Wiktoriańska Anglia, sterowce, lampy gazowe, furmanki, zegarki na łańcuszku... mógłbym z zachwytem, w nieskończoność wyliczać elementy tego niezykle barwnego świata. Z racji mojego umiłowania do wieku pary, nie mogłem odmówić sobie przeczytania takich tytułów jak Maszyna Różnicowa, Dziwna Sprawa Skaczącego Jacka czy polska, dwutomowa Zadra. Oczywiście oprócz literatury fantastycznej chętnie sięgam po książki, których akcja zamyka się w podobnych ramach czasowych.

Historia alternatywna to gatunek literacki lub filmowy zaliczany do fantastyki, którego akcja dzieje się w świecie, gdzie historia potoczyła się innym torem niż w rzeczywistości; pod tym względem alternatywna historia odpowiada na pytanie "co by było, gdyby...?".
- Wikipedia

Każdy, kto mnie, choć trochę zna wie, iż jestem wielkim fanem kryminałów, steampunkowych opowieści oraz bardzo cenię lubelską firmę Fabryka Słów. Połączenie tych trzech elementów wydawało mi się niemożliwe. A jednak! Kilka miesięcy temu wydawnictwo ogłosiło, że zamierza przetłumaczyć głośne dzieło Marka Hoddera – Dziwną sprawę skaczącego Jacka. Dlaczego głośne? Otóż autor dostał za tą książkę nagrodę Philipa K. Dicka, a pozycję poleca sam Michael Moorcock.

Aparatus. Curiosum. Unikat. Czy warto go w ogóle dotykać? Warto! Otwórz i wsłuchaj się w echo dawno minionych wydarzeń.

Na tę książkę czekałem dwa lata. Początkowo nie wiedząc czy w ogóle zostanie napisana, w głębi duszy liczyłem, że kiedyś się ukaże. Zdecydowanie warto mieć swoje literackie marzenie! Od kiedy pierwszy raz miałem styczność z antologią Andrzeja Pilipiuka 2586 kroków jestem spragniony opowiadań pisarza i chcę więcej, więcej i więcej…

Opowieści z meekhańskiego pogranicza Północ - Południe to najlepszy debiut książkowy oraz pozycja o najdłuższym tytule jaką kiedykolwiek miałem w rękach. Robert M. Wegner zrobił na mnie ogromne wrażenie wkraczając do grona artystów zbiorem opowiadań zawierającym 570 stron świetnej treści (mając już w głowie pomysł na kontynuację opiewającą na przeszło 680). Warto też dodać sposób druku wydawnictwa Powergraph, którego czcionka jest mała, a szerokość tekstu wyjątkowo duża.

Debiut w „mrocznej serii”? Czemu nie. Ostatnio miałem do czynienia z samymi wyjadaczami gatunku kryminalnego, przez co z miłą chęcią przyjąłem informację o możliwości recenzowania Ofiary Polikseny Marty Guzowskiej. Szczerze powiedziawszy, nie odczułem, iż mam do czynienia z książką początkującej pisarki. Akcja nie jest bardzo porywająca, jednak z przerywaniem czytania miałem momentami problem. Fakt, książka jest nierówna pod względem poziomu ciekawości wątku, jednak w ogólnym rozrachunku jestem pewien, że z chęcią sięgnę po zapowiedziany już następny tom archeologicznej serii.

Kolejny tom serii retrokryminalnej Marcina Wrońskiego, do czego autor już zdążył nas przyzwyczaić, jest jeszcze lepszy, obszerniejszy i bardziej pomysłowy. Bardzo trudno chwalić kilka razy pisarza bądź serię w oryginalny sposób, tak by zbytnio się nie powtarzać i napisać coś ciekawego. Być może w moich recenzjach weszło to trochę w rutynę, ale nie powstrzymam się przed stwierdzeniem, że po raz kolejny czytałem kapitalny kryminał, który wciąga niesamowicie. Spędzonego czasu nad lekturą na pewno nie zaliczę do zmarnowanych.

Kolejną przygodę z komisarzem Maciejewskim pt. Kino Venus zaczynamy na początku 1931 roku. Sytuacja na wstępie wydaje się fatalna, gdyż Zyga zostaje zdegradowany i przywrócony do służby mundurowej. Żeby tego było mało, policjant dostaje zadanie przejęcia dowództwa w trudnej – żydowskiej - dzielnicy. Z racji dużej swobody Żydów, oraz ich skupienia się w społeczności komisarzowi będzie naprawdę ciężko.

Dla wielu choroba jest czymś ostatecznym, przed czym nie ma ucieczki i wydaje się tylko cierpliwym (lub nie) czekaniem na koniec. Ludzi którzy tak myślą, w wielu szpitalach, spotykał Jerzy Stuhr, jednak sam podejście miał zupełnie inne. Aktor podszedł do informacji o nowotworze spokojnie - jak do jednego z etapów życia, który z całych sił postanowił przeżyć. Początkowo próbował podsumować swoje życie, jednak z czasem skupił się na wydarzeniach, które towarzyszyły mu podczas kolejnych dni podróży, od szpitala do szpitala.

Podczas szukania w internecie informacji o Czechach natknąłem się na strony ze skojarzeniami Polaków na temat tego kraju. Najczęściej pojawiającymi się hasłami są: krecik, lentilky, piwo, piękna Praga, Cieszyn. Oczywiście przez najbliższe kilka lat kolejnym z nich będzie najważniejszy dla naszej reprezentacji mecz na Euro 2012. Jako, że jesteśmy narodem pamiętliwym to o porażce i ostatecznym odpadnięciu z turnieju szybko nie zapomnimy. Ponadto niejednokrotnie padają zdania na temat śmieszności języka naszych południowych sąsiadów.

Brian Michael Bendis przyzwyczaił nas do tego, że lubi mieszać, wprowadzać trochę świeżego oddechu i zmieniać coś w świecie Marvela. Twórca New Avengers chcąc wykreować nową historię lub wtłoczyć do największej komiksowej maszyny jakiś pomysł, często chwyta po rzeczy na pozór banalne. Tak jak w Avengers: Disassembled zadaje pytanie: „co by było gdyby złoczyńcy wysadzili w powietrze kwaterę główną Mścicieli?”, tak w Tajnej wojnie dywaguje nad kwestią finansową czarnych charakterów.

Z czystym sumieniem mogę napisać, że Przeprawa była najbardziej wyczekiwaną przeze mnie książką w tym roku. Co kilka dni odwiedzałem stronę internetową Wydawnictwa Literackiego, aby sprawdzić czy pojawiła się już informacja o jej wydaniu. Doczekałem się i wreszcie druga część Trylogii Pogranicza trafiła w moje spragnione ręce.

Jestem przekonany, że za kilka lat skandynawskie kryminały będą traktowane nie tylko jako książki opisujące krwawe zbrodnie, ale także jako bank informacji o współczesnym społeczeństwie (przynajmniej tych krajów, w których rozgrywa się akcja). Tacy pisarze jak np. Ake Edwardson, Henning Mankell czy Stieg Larsson w moim odczuciu są współczesnymi kronikarzami. Każdy z nich zapełnił setki stron, każda ich książka jest niezwykle gruba, a serie ciągną się wieloma tomami.

Gdy zobaczyłem nazwisko Gartha Ennisa na okładce Thor: Wikingowie, od razu wiedziałem, że szykuje się coś ostrego. Scenarzysta, znany z takich serii jak Hitman czy Punisher, po raz kolejny serwuje mocną historię. Nie zdziwi chyba nikogo fakt, że w kolejnym komiksie będziemy świadkami totalnej masakry. Inwazja Wikingów na Manhattan, latające flaki, kończyny, odrąbane głowy nabite na pale, spływające krwią miasto i pilot Luftwaffe walczący wraz z Thorem przeciwko zombie - to tylko część elementów tej niezwykle nierównej historii.

Rozliczanie III Rzeszy za II wojnę światową zazwyczaj kojarzy się z procesem norymberskim, organizacją Szymona Wiesenthala ścigającą nazistów, czy z roszczeniami za straty, wysuwanymi przez okupowane państwa. Najważniejsze i najstraszniejsze były zbrodnie ludobójstwa, których nadrzędności nikt nie zamierza kwestionować. Trzeba natomiast pamiętać, że w latach 1939-45 i wcześniej, naziści dokonywali kradzieży. Początkowo były to drobne przestępstwa, lecz nieustannie zwiększające skalę, gdyż partia potrzebowała coraz większych środków.

Nigdy nie byłem fanem Supermana. Zawsze bardziej fascynowali mnie tacy bohaterowie, jak twardziel Batman, arogancki Wolverine czy nieporadny Spider-Man. Praktycznie niepokonany bohater, którego losy zamknięte były w szczelne klamry, nigdy mnie nie przekonywał. Zazwyczaj fabuła filmów czy poszczególnych epizodów sprowadzała się do tego, że człowiek ze stali musiał walczyć z maniakiem, który w coraz to bardziej wymyślny sposób wykorzystywał kryptonit. Wydawałoby się, że nic ciekawego nie można już na temat tej postaci stworzyć.

Kilka lat temu, siedząc wygodnie w fotelu w zimowy wieczór, przerzucałem kanały w telewizji. Zatrzymałem się na chwilę na jednym z kanałów TVP. Filmem, który przyciągnął moją uwagę był szwedzki kryminał, którego głównym bohaterem był na oko pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna, o holendersko brzmiącym nazwisku. Długo nie wiedziałem, co to za produkcja, a nie zebrałem się żeby sprawdzić w programie, co wówczas było emitowane. Tymczasem trafiła w moje ręce książka Hakana Nessera, a nazwisko postaci która pojawia się w Nieszczelnej sieci brzmiało znajomo.