Recenzje Książki

Krótkie o mnie: Jakub Krasny – jestem studentem Zarządzania Kulturą i Mediami UJ oraz redaktorem naczelnym All in UJ – stowarzyszenia działającego bezpośrednio przy Uniwersytecie Jagiellońskim. Ponadto we wrześniu 2015 roku rozpocząłem współpracę z portalem xiegarnia.pl. Od 4 lat regularnie zajmuje się recenzowaniem książek. Swoje pierwsze teksty publikowałem na portalu Valkiria Network. Miałem także okazję wystąpić w programie telewizyjnym "Myślnik" na TVP2. Do tej pory napisałem ponad 100 tekstów i współpracowałem z Wydawnictwem Literackim, W.A.B., Czarną Owcą, Czarnym, Sine Qua Non, Książkowymi Klimatami, Fabryką Słów, Muzą SA, Insignis, In Rock oraz Vesper. Do swoich największych autorytetów literackich zaliczam Cormaca McCarthy’ego, Orhana Pamuka, Henninga Mankella, Olgę Tokarczuk, Jarosława Grzędowicza, Witolda Gombrowicza. Oprócz literatury moją największą pasją są koncerty.

O gdybyś w Szeolu mnie schował,
Ukrył, aż gniew twój przeminie
czas mi postawił, kiedy mnie wspomnisz...
Ale czy zmarły ożyje?

Brian Michael Bendis przyzwyczaił nas do tego, że lubi mieszać, wprowadzać trochę świeżego oddechu i zmieniać coś w świecie Marvela. Twórca New Avengers chcąc wykreować nową historię lub wtłoczyć do największej komiksowej maszyny jakiś pomysł, często chwyta po rzeczy na pozór banalne. Tak jak w Avengers: Disassembled zadaje pytanie: „co by było gdyby złoczyńcy wysadzili w powietrze kwaterę główną Mścicieli?”, tak w Tajnej wojnie dywaguje nad kwestią finansową czarnych charakterów.

Z czystym sumieniem mogę napisać, że Przeprawa była najbardziej wyczekiwaną przeze mnie książką w tym roku. Co kilka dni odwiedzałem stronę internetową Wydawnictwa Literackiego, aby sprawdzić czy pojawiła się już informacja o jej wydaniu. Doczekałem się i wreszcie druga część Trylogii Pogranicza trafiła w moje spragnione ręce.

Jestem przekonany, że za kilka lat skandynawskie kryminały będą traktowane nie tylko jako książki opisujące krwawe zbrodnie, ale także jako bank informacji o współczesnym społeczeństwie (przynajmniej tych krajów, w których rozgrywa się akcja). Tacy pisarze jak np. Ake Edwardson, Henning Mankell czy Stieg Larsson w moim odczuciu są współczesnymi kronikarzami. Każdy z nich zapełnił setki stron, każda ich książka jest niezwykle gruba, a serie ciągną się wieloma tomami.

Gdy zobaczyłem nazwisko Gartha Ennisa na okładce Thor: Wikingowie, od razu wiedziałem, że szykuje się coś ostrego. Scenarzysta, znany z takich serii jak Hitman czy Punisher, po raz kolejny serwuje mocną historię. Nie zdziwi chyba nikogo fakt, że w kolejnym komiksie będziemy świadkami totalnej masakry. Inwazja Wikingów na Manhattan, latające flaki, kończyny, odrąbane głowy nabite na pale, spływające krwią miasto i pilot Luftwaffe walczący wraz z Thorem przeciwko zombie - to tylko część elementów tej niezwykle nierównej historii.

Rozliczanie III Rzeszy za II wojnę światową zazwyczaj kojarzy się z procesem norymberskim, organizacją Szymona Wiesenthala ścigającą nazistów, czy z roszczeniami za straty, wysuwanymi przez okupowane państwa. Najważniejsze i najstraszniejsze były zbrodnie ludobójstwa, których nadrzędności nikt nie zamierza kwestionować. Trzeba natomiast pamiętać, że w latach 1939-45 i wcześniej, naziści dokonywali kradzieży. Początkowo były to drobne przestępstwa, lecz nieustannie zwiększające skalę, gdyż partia potrzebowała coraz większych środków.

Nigdy nie byłem fanem Supermana. Zawsze bardziej fascynowali mnie tacy bohaterowie, jak twardziel Batman, arogancki Wolverine czy nieporadny Spider-Man. Praktycznie niepokonany bohater, którego losy zamknięte były w szczelne klamry, nigdy mnie nie przekonywał. Zazwyczaj fabuła filmów czy poszczególnych epizodów sprowadzała się do tego, że człowiek ze stali musiał walczyć z maniakiem, który w coraz to bardziej wymyślny sposób wykorzystywał kryptonit. Wydawałoby się, że nic ciekawego nie można już na temat tej postaci stworzyć.

Kilka lat temu, siedząc wygodnie w fotelu w zimowy wieczór, przerzucałem kanały w telewizji. Zatrzymałem się na chwilę na jednym z kanałów TVP. Filmem, który przyciągnął moją uwagę był szwedzki kryminał, którego głównym bohaterem był na oko pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna, o holendersko brzmiącym nazwisku. Długo nie wiedziałem, co to za produkcja, a nie zebrałem się żeby sprawdzić w programie, co wówczas było emitowane. Tymczasem trafiła w moje ręce książka Hakana Nessera, a nazwisko postaci która pojawia się w Nieszczelnej sieci brzmiało znajomo.

Fantastycznie było móc znów przenieść się do Skanii – terenu od kilkunastu lat zdominowanego literacko przez postać, kultowego już w świecie kryminałów, Kurta Wallandera. Tym razem machinę czasoprzestrzenną odpaliła Sofie Sarenbrant, która swoją powieścią 36 tydzień debiutuje w bardzo dobrym stylu. Zapewniam, że pióro kolejnej kobiety zasilającej potężną armię Czarnej Owcy wydaje się być ostre. Przygotujcie się na mocną dawkę wrażeń, bez cenzury.

XIX wiek, Londyn. Połączenie klasycznej powieści kryminalnej i fantastycznej, utrzymanej w klimacie stricte steampunkowym. Z licznymi nawiązaniami historycznymi i literackimi, w której głównymi bohaterami są autentyczne postacie, a ich zadaniem jest stawienie się na wezwanie króla Anglii. Ramię w ramię, z takimi osobami jak Herbert Spencer czy Oscar Wilde, muszą rozwiązać skomplikowaną zagadkę, zapoczątkowaną spotkaniem z Nakręcanym Człowiekiem. Na dodatek, wszystko opakowane zostało w kapitalną oprawę, nawiązującą stylem do epoki wiktoriańskiej.

Historia znudzonej życiem amerykańskiej kury domowej, która poprzez znalezienie pracy w wydawnictwie odkrywa wielką miłość, początkowo wydawała mi się infantylna i błaha. Postanowiłem nie uprzedzać się i bez sugerowania opisem rozpocząć lekturę. To była dobra decyzja. Czterdzieści zasad miłości to jedna z ciekawszych książek, jakie ostatnio wpadły mi w ręce.

Czwarta odsłona retro-kryminalnych przygód komisarza Maciejewskiego wyjątkowo przypadła mi do gustu. Śmiało mogę napisać, że do tej pory to najlepsza część kapitalnego cyklu autorstwa Marcina Wrońskiego. Być może wynika to z faktu, iż trzy poprzednie tomy przeczytałem jednym ciągiem, a na Skrzydlatą trumnę niecierpliwie czekałem. Wydaje mi się jednak, że najbardziej skłoniła mnie ku tej opinii wciągająca fabuła, a także jej konsekwentnie i skrupulatnie utkana konstrukcja.

Naprawdę poproszono mnie, bym napisał ten wstęp! Jakbym mógł odmówić! Jakbym nie walczył o taką szansę! Jakbym pozwolił komukolwiek innemu napisać wstęp do albumu, który uważam za najbardziej nowatorski, błyskotliwy i zręcznie wykonany od wielu lat!

Myślę, że każda osoba interesująca się literaturą fantastyczną, o ile nie czytała, to na pewno słyszała o serii Malowany Człowiek – Petera V. Bretta. Saga okrzyknięta jednym z najlepszych debiutów ostatnich lat zebrała sobie rzesze fanów na całym świecie. W Polsce dodatkowo serii smaczku dodają ilustracje Dominika Brońka – docenione przez samego autora. Muszę przyznać, że jestem wielkim fanem świata wykreowanego przez Bretta i na każdy tom serii czekałem (i nadal czekam!) z wielkim napięciem.

Czy może być lepszy okres na czytanie niż październikowe długie wieczory? (No może poza wolnym dniami w czasie przerwy świątecznej.) Moim zdaniem nie! Szczególnie jeśli "konsumowaną" książką jest Księga Jesiennych Demonów. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko odpowiedniej muzyki oraz dobrego klimatu. Może się to wydawać dziwne, ale czytanie traktuje jako pewnego rodzaju rytuał. Żeby odpowiednio "wejść" w historię potrzebuję specyficznej atmosfery. Muszę przyznać, że przy okazji pożerania dzieła Grzędowicza sprawdziło się to wyśmienicie.

Nieczęsto zdarza mi się sięgać po bajkę lub baśń. Zabierając się za czytanie Kota Alchemika nie nastawiałem się na coś ciekawego. Muszę przyznać, że książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i mimo, iż nie przepadam za tym gatunkiem epiki to dzieło Waltera Moersa bardzo przypadło mi do gustu.

Jak to już u mnie bywa niecierpliwie czekałem na kolejne spotkanie z Mroczną Serią. Tym razem w moje roztrzęsione łapki wpadła książka autorki z Rosji. Mowa oczywiście o mistrzyni kryminału Aleksandrze Marininie. Wiele słyszałem o pisarce, jednak Obraz Pośmiertny jest pierwszym tytułem, który mogłem (z ogromną radością!) połknąć.

Na rynku literackim istnieje kilka wydawnictw oraz serii, których tytuły mogę brać w ciemno, z gwarancją tego, że się nie zawiodę. Jednym z nich niewątpliwie jest warszawski W.A.B ze swoją kryminalną mroczną serią. Głównym powodem mojego zachwytu marką jest fakt, iż wydaje książki znakomitego polskiego pisarza Marka Krajewskiego oraz posiada wyłączność na sprzedawanie w Polce dzieł Szweda Henninga Mankella. Tak i tym razem siadłem bez obaw do czytania Długiego Weekendu Wiktora Hagena.

Jego książki są sprzedawane w trzydziestu dziewięciu krajach świata. Do tej pory rozeszły się w milionach egzemplarzy. Na podstawie jego dzieł powstały trzy seriale telewizyjne (jeden brytyjski i dwa szwedzkie). Został uhonorowany wieloma prestiżowymi nagrodami literackimi. Jest jednym z najpopularniejszych szwedzkich pisarzy oraz czołowym twórcą kryminałów obyczajowych. Mowa oczywiście o, sześćdziesięciotrzyletnim „ojcu“ literackim komisarza Kurta Wallandera, Henningu Mankellu.

Nazwisko Krzysztofa Kąkolewskiego, w środowisku literackim, nie kojarzy się bezpośrednio z kryminałami. Autor wywiadów z hitlerowskimi zbrodniarzami pt. Co u pana słychać? czy Jak umierają nieśmiertelni słynie głównie z poruszania trudnych tematów oraz przedstawiania prozy faktu. Siadając do czytania byłem bardzo ciekawy jak może wyglądać kryminał napisany przez reportera.

Uniwersum Metro 2033 to naprawdę niesamowity twór. Autor dwóch tomów cyklu, traktującego o ludziach żyjących w metrze po wojnie atomowej, stworzył ciekawą społeczność międzynarodową. Na portalach w wielu krajach fani serii mogą dodawać swoje własne opowiadania lub dzielić się swoimi pomysłami. Jest to jeden z niewielu oficjalnych, zatwierdzonych przez autora, fan Artów, a już na pewno jednym z największych na taką skalę. Pierwszą książką wydaną w naszym kraju w serii, na oficjalnej licencji Dmityia Glukhovskyego, jest Piter Szymuna Wroczka.

Ostatnią premierą wydawniczą Fabryki Słów w 2011 był kolejny tom przygód Vincenta Sztejera. Płatny zabójca, który po raz kolejny wpakował się w kłopoty musiał uciec w poszukiwaniu nowego zarobku. Oczekiwań nie miałem tak dużych jak przed czytaniem pierwszej części. Tak jak się spodziewałem, otrzymałem trzysta stron pełnych pojedynków, kiepskich dialogów, szablonowej fabuły i masy bezsensownych zabójstw dokonywanych przez głównego bohatera.

Biorąc się do recenzowania trylogii retro kryminalnej Marcina Wrońskiego, postanowiłem, że przeczytam wszystkie tomy jednym ciągiem. Historia komisarza Maciejewskiego tak mnie wciągnęła, iż nie potrafiłem odmówić sobie „mrocznego” maratonu z genialną serią W.A.B’u. Na wstępie chciałem napisać, że ocenianie takich tytułów to czysta przyjemność i gratka dla recenzenta.