Recenzje Książki

Krótkie o mnie: Jakub Krasny – jestem studentem Zarządzania Kulturą i Mediami UJ oraz redaktorem naczelnym All in UJ – stowarzyszenia działającego bezpośrednio przy Uniwersytecie Jagiellońskim. Ponadto we wrześniu 2015 roku rozpocząłem współpracę z portalem xiegarnia.pl. Od 4 lat regularnie zajmuje się recenzowaniem książek. Swoje pierwsze teksty publikowałem na portalu Valkiria Network. Miałem także okazję wystąpić w programie telewizyjnym "Myślnik" na TVP2. Do tej pory napisałem ponad 100 tekstów i współpracowałem z Wydawnictwem Literackim, W.A.B., Czarną Owcą, Czarnym, Sine Qua Non, Książkowymi Klimatami, Fabryką Słów, Muzą SA, Insignis, In Rock oraz Vesper. Do swoich największych autorytetów literackich zaliczam Cormaca McCarthy’ego, Orhana Pamuka, Henninga Mankella, Olgę Tokarczuk, Jarosława Grzędowicza, Witolda Gombrowicza. Oprócz literatury moją największą pasją są koncerty.

Losy postaci Przeprawy i Rączych koni łączą się. Dwójka bohaterów wspólnie mieszka i pracuje na ranczo. Wielokrotnie oszukani, zmagający się z wieloma przeciwnościami losu i tragicznymi sytuacjami samotni młodzieńcy wreszcie trafili do uczciwych ludzi, którzy wymagają od nich sumiennej pracy. Jak to u McCarthy’ego, zbyt kolorowo być nie może. Miłość, która dopada Johna, nie ma prawa być szczęśliwą, gdyż młody Amerykanin zakochuje się w prostytutce, na dodatek z Meksyku.

Każdy, kto przez jakiś czas oglądał Wiadomości w TVP1, musi kojarzyć Barbarę Włodarczyk. Charyzmatyczna dziennikarka przez kilka lat dostarczała nam świeżych wiadomości z Rosji, niezależnie od warunków atmosferycznych, sytuacji politycznej oraz innych losowych okoliczności. Ponadto prowadziła autorski cykl Szerokie tory. W każdym odcinku spędzała jeden dzień z wybranym przez siebie mieszkańcem byłego ZSRR. Seria doczekała się ponad 100 odcinków. Nie ma jednej Rosji to zbiór jej siedemnastu, przelanych niemal słowo w słowo na papier, reportaży - opowieści o mieszkańcach największego kraju na świecie.

Lektura Hartlandu przypominała mi historie z książek moich ulubionych pisarzy amerykańskich: Cormaca McCarthy’ego, Erskine’a Caldwella, Williama Faulknera, czy wreszcie Johna Steinbecka. Dziennikarz niejednokrotnie spotykał postaci, które mogłyby być bohaterami któregoś z dzieł tych wielkich autorów, a także miejsca idealnie nadające się na scenerie powieści, czy opowiadania. Mimo iż Ameryka wygląda już inaczej, niż ta z książek wspomnianych prozaików, to w życiu amerykanów nadal widoczne są pozostałości po świecie „rednecków”, kowbojów i wielkich rancz. Do którego, de facto, wielu z nich ma ogromny sentyment do dziś.

Szósta odsłona demonicznych przygód autorstwa Petera V. Bretta to następny epizod wciągający w coraz bardziej mroczny i brutalny świat. Cykl rozpoczęty Malowanym Człowiekiem, ma widoczną cechę wspólną z sagą przygód Harry’ego Pottera. Obie serie zaczynają się dosyć niewinnie, przypominają bajki, większość bohaterów to dzieci. Jednak z każdym tomem dochodzi coraz więcej wątków nie tylko brutalnych, ale także wymagających więcej skupienia i dojrzałości od czytelnika. W obu przypadkach, czytając książki zarówno J.K. Rowling jak i Petera V. Bretta, miałem nieodparte wrażenie, że dorastają równolegle ze mną.

Polskiej odpowiedzi na Zmierzch część druga. Na dodatek lepsza od poprzedniej! Andrzej Pilipiuk pokazał, że jest mistrzem krótkiej formy. Wampirze wersety zdecydowanie lepiej prezentują się w postaci opowiadań, aniżeli w formie powieści. Co ciekawe, Wielki Grafoman powiązał wszystkie jedenaście przygód warszawskich wampirów kilkoma szczegółami, które łączą je w spójny i kompletny zbiór.

Od kiedy pierwszy raz miałem styczność z literaturą Petera V. Bretta, na niewiele rzeczy czekam tak, jak na ukazanie się kolejnych części jego demonicznego cyklu. Nieważne, że saga składa się już z sześciu tomów, a jej koniec nie zapowiada się rychło. O losach Jardira i Arlena mógłbym czytać bez końca.

Morfina to powieść zaskakująca i niezwykle wciągająca. Twardoch na każdym kroku szokuje, zniesmacza, ale także zachwyca. Dawno nie czytałem tak wielowymiarowej polskiej książki. I nie dotyczy to jedynie fabuły, ale także kreacji postaci, czy emocji jakie towarzyszyły mi przy lekturze. Laureat tegorocznego Paszportu Polityki zgrabnie bawi się konwencją. Zmyślne ukazanie przekroju społeczeństwa okupowanej Warszawy pozwala nam śledzić i zestawić ze sobą losy nieskazitelnie czystych polskich powstańców, konserwatywnego endeka, zimnych telegrafistek, walczącej stolicy w kontraście z beztroskim - prowadzącym przez większą część książki pierwszoosobową narrację - Konstantym.

Dla wielbicieli Camilli Lackberg – naklejkę z takim napisem zerwałem z przykuwającej oko okładki Babilonu - najnowszej książki Camilli Ceder – gdy tylko trafiła w moje ręce. Moim zdaniem autorka Śmiertelnego chłodu ma swój własny, wyrobiony styl i nie potrzebuje być wyróżniana, czy polecana nazwiskiem swojej bardziej doświadczonej koleżanki po fachu. Drugi tom cyklu o komisarzu Tellu – Babilon - po raz kolejny pokazał siłę, jaką dysponuje skandynawski świat kryminału.

Na szczęście Czarna Owca nie każe długo czekać na kontynuacje prowadzonych przez siebie serii. Po zaledwie kilku miesiącach od wydania poprzedniego tomu mogłem spokojnie oddać się lekturze kolejnej przygody komisarza Van Veeterena. Mimo, iż kryminał Punkt Borkmanna pierwotnie ukazał się w Szwecji przed osiemnastoma laty, a serial na jego podstawie został wyemitowany w 2005 roku, to dopiero teraz możemy cieszyć się oficjalnym polskim tłumaczeniem drugiej części cyklu. Ale wedle zasady „lepiej późno, niż wcale” jestem zadowolony, że mogłem w ogóle sięgnąć po tę książkę.

Zamieć śnieżną i woń migdałów polecam zarówno fanom twórczości Camilli Lackberg jak i amatorom gatunku. Mimo, iż nie zaliczę tego krótkiego kryminału do grona najlepszych jakie czytałem, to na pewno mogę o nim napisać, że jest godny uwagi i idealnie nadaje się na poświęcenie mu czasu w okresie dłużących się zimowych wieczorów.

Gdyby do jednego kotła wrzucić Boską Komedię, film science-fiction Wyspa (2005), obrazy Boscha i Memlinga, a to wszystko doprawić szczyptą wyobraźni doświadczonego, polskiego pisarza fantasy, wyszłaby z tego powieść właśnie taka, jak Portal zdobiony posągami. Jeśli chodzi o nawiązania do dzieła Dantego, to podobieństwa widoczne są gołym okiem, jak chociażby tytuły rozdziałów (Il Inferno, Il Refrigerio, Il Purgatorio, Il Paradiso) czy liczba podrozdziałów – 100 - czyli dokładnie tyle, ile jest pieśni w Boskiej Komedii. Więcej zdradzać nie zamierzam - zabawa w detektywa to kolejny bodziec wywołujący ciekawość i pozwalający wyciągnąć jak najwięcej z lektury książki.

U piekielnych bram to burzliwa historia jednego z najważniejszych zespołów w historii muzyki. Twórczość Black Sabbath wywarła wpływ na wiele pokoleń muzyków i słuchaczy, otworzyła nowe ścieżki i nurty, budziła kontrowersje i zebrała miliony fanów na całym świcie. Książka Micka Walla jest kompletna opowieść o zespole – od momentu pierwszych spotkań późniejszych członków Black Sabbath aż do promocji albumu 13. To także przeszło pół wieku historii muzyki. Mick Wall poświęcił sporo miejsca na opisy pierwszych prób, zajęć jakimi się trudnili, by zarobić na sprzęt, pierwszych sukcesów, ogromnych kryzysów. Jednak najwięcej przestrzeni zajmują w książce opisy problemów, przyjemności, korzyści i strat, jakie zespołowi przyniosły kontakty z różnego rodzaju używkami.

Rooney! O Matko Boska, co za bramka! Przecież to jest w ogóle niepojęte – każdy szanujący się fan piłki nożnej zna doskonale te słowa oraz ich autora. Pamiętny mecz z Manchesterem City i gol uznany za najpiękniejsze trafienie w dwudziestoletniej historii Premier League. To od tego momentu zaczyna się opowieść Mojej dekady w Premier League Wayne’a Rooneya.

Człowiekiem niewpisującym się absolutnie w żadne normy jest Rory Stewart. Podróżnik postanowił wyruszyć w trasę szlakiem Babura, który pięćset lat temu odbył podróż przez Afganistan. Stewart postawił sobie za punkt honoru, by każdy metr podróży pokonać na własnych nogach. Jego ambicja była na tyle silna, że jeden etap wyprawy postanowił powtórzyć i przejść jeszcze raz, gdyż z racji fatalnych warunków wcześniej przejechał go samochodem. Rory Stewart to nietuzinkowa postać. Urodził się w Hong Kongu, dorastał w Malezji i Szkocji – tam ma swoje posiadłości – a obecnie mieszka i pracuje w Kabulu. Jego największą pasją są samotne podróże – kilka razy w roku wyrusza w ciekawe i trudno dostępne miejsca. Stewart w ciągu dwóch lat pomiędzy 2000, a 2002 rokiem przebył na nogach niespełna 10 tysięcy kilometrów, przechodząc przez takie kraje jak Indie, Pakistan, Irak czy, opisywany w książce Między miejscami, Afganistan.

Nie wydaje mi się konieczne wspominać, na jakiej półce polskiej literatury kryminalnej znajduje się Marcin Wroński. Pisarz, który osiągnął już rangę lubelskiego bohatera to jeden z najlepszych polskich twórców powieści detektywistycznych. Ba! Bez wahania mógłbym umieścić go nie tylko obok polskich mistrzów gatunku  Marka Krajewskiego czy Chmielewskiej – ale także wymienić wśród takich nazwisk jak Mankell, Lackerberg, Nesbø… Tymczasem Zyga Maciejewski – bohater lubelskiego cyklu – niczym nie ustępuje Wallanderowi, Mockowi czy Pannie Marple. Na przeszło dwóch tysiącach stron lubelski komisarz zdążył pokazać nam się w całej okazałości.

Książka Neapol ’44 ukazuje absurdy wojny. Ludzie niemający nigdy do czynienia z bronią trafili w serce konfliktu. Wyzwalane Włochy, nadal nękane przez dywersje niemieckie, często bombardowane są przez amerykanów, a na dodatek wszędzie panoszy się mafia i silnie widoczne są porachunki rodzinne oraz zemsty. Wyniszczony kraj pełen jest sprzeczności, różnic, nękany klęskami głodu oraz poczuciem napięcia. Neapol ’44 to historia niedorzeczności wojny, chaosu, wielkiego miasta rządzącego się własnymi prawami. To także obraz różnic, jakie zauważyć można było pomiędzy okupantami alianckimi a ludnością Włoch.

Postać Adolfa Hitlera doczekała się setek filmów biograficznych, historycznych czy seriali. Niejednokrotnie pojawia się w komediach, a motyw parodiowania postaci dyktatora jest niezwykle popularny. Najlepiej widać to w Niemczech i Polsce, gdzie jego władza była najbardziej dotkliwa. Szczególnie u naszych zachodnich sąsiadów próba oswojenia tej postaci staje się już niemal tradycją. Film komediowy Adolf H. – Ja Wam pokażę, alternatywna wersja biografii Dziwny przypadek Adolfa H. autorstwa Ericha Marii Schmitta, gdzie Austriak dostaje się na Akademię Sztuk Pięknych, czy polski film AmbaSSada to pierwsze przykłady, które przychodzą mi do głowy.

„All you need is love” śpiewa duet McCartney/Lennon w jednym ze swoich najbardziej znanych utworów. Jednak gdy jesteś fanem Beatlesów, sama miłość może ci nie wystarczyć. Na chwilę tekst piosenki staje się nieaktualny. Czymś, czego potrzebuje każdy miłośnik Brytyjczyków, jest opowieść Huntera Daviesa – jedyna autoryzowana biografia big-bandu z Liverpoolu.

Głównym tematem książki jest konflikt japońsko-chiński. Niewiele uczymy się i mówimy o konfliktach na Wschodzie, zarówno tych z czasów drugiej wojny, jak i sprzed jej wybuchu. Była to wojna niezwykle dramatyczna, która pochłonęła miliony ofiar. Najciemniejszą jej stronę stanowiła jednak liczba cywilów chińskich, którzy ponieśli śmierć. Ich liczba kilkanaście razy przekroczyła straty regularnego wojska. Szacuje się, że w związku z masakrami dokonywanymi na ludności chińskiej życie straciło 17 milionów cywili.

Zanim takie sławy jak Spider-Man, Thor czy Iron Man pojawiły się na szklanym ekranie, przynosząc miliardowe zyski, musiało minąć przeszło pięćdziesiąt lat ciężkiej pracy. Aż nasuwa się na myśl przysłowie „nie od razu Rzym zbudowano”. Zdążyły przeminąć trzy pokolenia rysowników, Marvel Comics zmieniało siedziby, właścicieli, szatę graficzną, było nawet na granicy upadłości. Dużo się działo! Także w kwestii merytorycznej, bo w komiksach zaszły ogromne zmiany – wiele uśmierconych postaci zmartwychwstało, uwielbiani bohaterowie okazywali się klonami, zmieniali partnerów, migrowali, cofali się w czasie. Niezwykła historia Marvel Comics to książka opisująca dzieje firmy od pierwszego szkicu do premiery trzeciego najbardziej dochodowego filmu w historii kina – The Avengers.

Nadszedł czas najdłuższych wieczorów roku. Mrok i mróz panujące za oknem zachęcają do wygodnego zasiedzenia się w fotelu z dobrą lekturą w ręce. I tak kolejnym tytułem, który w tym najintensywniejszym okresie czytelniczym przewinął się przez moje ręce, był thriller pomieszany ze szczyptą kryminału pod tytułem Czarne złoto, autorstwa Bartłomieja Rychtera.

Cliff Burton był ważną postacią w rozwijającej się na początku lat osiemdziesiątych grupie młodych chłopaków chcących grać nieco mocniej niż Iron Maiden, Black Sabbath czy grupy ze sceny glam metalowej. Cliff miał niespotykanie silną pozycję w zespole, a związane to było nie tylko z jego erudycją i inteligencją, ale także z wykształceniem muzycznym, ogromnymi umiejętnościami i niespotykanym talentem.

Murakami stworzył swego rodzaju Uniwersum. Większość jego historii, czy to opowiadań, czy kilkusetstronicowych powieści i sag (np. 1Q84), rozgrywa się w Tokio lub na jego przedmieściach. To, co łączy wszystkie historie, to sposób przedstawienia bohaterów – pisarz pokazuje zazwyczaj losy pojedynczych zagubionych, samotnych ludzi. Podobnie sytuacja ma się w najnowszej książce Japończyka, Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa. Tytułowy, główny bohater – trzydziestosześcioletni kawaler – prowadzi z pozoru bardzo dostatnie życie.