Recenzje recenzja

Krótkie o mnie: Jakub Krasny – jestem studentem Zarządzania Kulturą i Mediami UJ oraz redaktorem naczelnym All in UJ – stowarzyszenia działającego bezpośrednio przy Uniwersytecie Jagiellońskim. Ponadto we wrześniu 2015 roku rozpocząłem współpracę z portalem xiegarnia.pl. Od 4 lat regularnie zajmuje się recenzowaniem książek. Swoje pierwsze teksty publikowałem na portalu Valkiria Network. Miałem także okazję wystąpić w programie telewizyjnym "Myślnik" na TVP2. Do tej pory napisałem ponad 100 tekstów i współpracowałem z Wydawnictwem Literackim, W.A.B., Czarną Owcą, Czarnym, Sine Qua Non, Książkowymi Klimatami, Fabryką Słów, Muzą SA, Insignis, In Rock oraz Vesper. Do swoich największych autorytetów literackich zaliczam Cormaca McCarthy’ego, Orhana Pamuka, Henninga Mankella, Olgę Tokarczuk, Jarosława Grzędowicza, Witolda Gombrowicza. Oprócz literatury moją największą pasją są koncerty.

Przyszłość Grzędowicza nie jawi się w jasnych kolorach – bliżej jej do Pompejów niż zielonej wyspy szczęśliwości. Szerzą się ekstremizmy, podziały społeczne stają się coraz bardziej widoczne, zaczyna brakować surowców, rozwój technologiczny wcale nie zapewnia ludziom pomyślności, a kontrolą obyczajów i podstawowych potrzeb, takich jak żywność, zajmują się ludzie okrutni, tonący w luksusie, nie posiadający żadnych barier moralnych.

Jest mapka, jest legenda, krótki wstęp, przypisy, odnośniki, hiszpańskie słówka i ich fonetyczny zapis, opisane są zabytki oraz zwyczaje. Najnowsza publikacja Wydawnictwa Dwóch Sióstr w serii „Świat dla dociekliwych” – „¡Olé!” to ilustrowana książka stylizowana na profesjonalny przewodnik, w którym autorki odkrywają przed czytelnikami miasta, sylwetki ważnych postaci, a nawet przepisy potraw związanych z Hiszpanią.

Podróż głównych bohaterów Buka i Forela ciężko streścić. Oniryczna jazda bez trzymanki na kwasie to chyba najlepsza, niewymuszona i możliwie najbliższa faktycznemu tokowi narracji deskrypcja.

Gdyby w formie książkowej połączyć serie „Wally poznaje historię świata”, „Strrraszna historia” i „Był sobie człowiek” to mogłoby powstać coś takiego jak „Rzeka czasu” – najnowszy wielki (dosłownie) album wydawnictwa Dwie Siostry. Jej autor, Peter Goes, zabiera czytelników w podróż śladami historii naszej cywilizacji, która została przedstawiona w formie niekończącej się rzeki, jej źródłem jest Wielki Wybuch sprzed przeszło 13 miliardów lat, a ujściem… ale o tym za chwilę.

Jest rok 2037. Jacek Inglot prezentuje dwie wizje Polski, dzieląc swoją powieść na odrębne części, luźno związane ze sobą przeszłością oraz kilkoma bohaterami, jednak odbywające się w dwóch, zupełnie różnych alternatywnych rzeczywistościach. W obu przypadkach Polska doświadczona zostaje przez populistyczne rządy Partii Przyjaciół Ludu. Kraj spustoszony ekonomicznie przez nierealne do spełnienia świadczenia socjalne poprzedniej (obecnej) władzy, podzielony ideologicznie i fatalnie odbierany na arenie międzynarodowej popada w ogromny kryzys.

„Aleja Narodowa” to książka dynamiczna, brutalna, po której czytelnik czuje się jak po biegu z przeszkodami. Na szczęście sprinterskim, ledwie 160-stronicowym. Taki jednorazowy strzał, na raz, do refleksji. Szybkiej, ale konkretnej. Rudiš w swojej najnowszej książce nie szczędzi nikogo, a jego bohater, skupiający w sobie fobie, obawy, nadzieje, uprzedzenia i rozerwanie narodowe Czechów, po trupach dąży do celu. Tylko pozostaje pytanie. Jakiego?

 „Jestem Herkules Poirot i jestem prawdopodobnie najlepszym żyjącym detektywem.” Tak zaczyna się nietypowy zbiór cytatów, nietypowy ponieważ ich autorem jest postać fikcyjna. Tomik powstał z okazji 125 rocznicy urodzin kreatorki bohatera – w 1890 roku na świat przyszła kobieta, która wymyślając postać Herkulesa Poirot zrewolucjonizowała podejście do pisania kryminałów – tworzenia intryg literackich, sposobu prowadzenia narracji, a co najważniejsze postaci detektywa.

Po zaproszeniu do muzeum zwierząt („Animalium”), odkryciu nieznanego świata podwodnego i podziemnego („Pod ziemią/pod wodą”) oraz podróży dookoła świata („Mapy”), Dwie Siostry zabierają nas na pasiekę. Wydawnictwo prezentuje kolejną wielką (nie tylko gabarytowo) książkę – „Pszczoły”. Nie wiem jakiego klucza używają autorzy wyżej wymienionych pozycji, że cieszą nie tylko młodego odbiorcę, ale również dorosłych. Nie raz widziałem rodziców z dziećmi, którzy byli bardziej zaaferowani ich treścią niż biegające dookoła pociechy.

 

Orhan Pamuk musiał wyjechać z Turcji, gdy pisał o rzezi Ormian, nad Salmanem Rushdie za „Szatańskie wersety” nadal wisi fatwa nałożona przez Chomeiniego. Michel Huellebecq dołącza do grona pisarzy mających na pieńku ze światem Islamu, po raz kolejny udowadniając, że w XXI wieku nadal można opublikować książkę kontrowersyjną, która poruszy cały świat, nie tylko literacki.

Gijs van Hensbergen podjął się bardzo trudnego zadania stworzenia kompletnej książki o jednym z najwybitniejszych architektów w historii. I nie chodzi wyłącznie o zmysł techniczny i dorobek budowlany Gaudiego, ale również jego zdolności do przekonywania innych do swoich fantastycznych pomysłów.

Melonik, wąs obcięty w kwadrat, w ręku laska, charakterystyczny chód. Wyobrażacie sobie kino bez Dyktatora, Brzdąca, Gorączki złota? Niewiele było w historii postaci tak charakterystycznych i skrupulatnie tworzących swój wizerunek sceniczny jak Charles Chaplin. Urodzony w 1889 roku w Londynie Chaplin odcisnął w historii kinematografii niemal tak ważny ślad jak załoga Apollo 11 na księżycu. Miał niebagatelny wpływ na rozwój kina stąd nie dziwi fakt, że jego śmierci towarzyszyło zdanie „to tak jakby umierało kino”.

Letters of note pierwotnie istniał jako blog, na którym publikowane były ciekawe listy z komentarzem jego autora - Shauna Ushera. Z czasem strona zaczęła zyskiwać coraz większą popularność i Usher zdecydował się wydać książkę na papierze. Trzeba przyznać, że pomysł miał doskonały, a wykonanie przerosło najśmielsze oczekiwania fanów - już teraz w planach jest druga część.

Pierwszy raz Metro 2033 zahacza o Polskę i to od razu o mój rodzinny Kraków. Szkoda tylko, że Gród Kraka swojej kolei podziemnej nie ma. To oczywiście nie wina autora, a Paweł Majka ciekawie rozwiązał kwestię schronów, lokując „ocaleńców” w bunkrach, zbudowanych przez komunistów pod mieszkaniami i placami w Nowej Hucie. Post-apokaliptyczny miks: Mityczny Kombinat, Rynek Główny jako kraina marzeń, nasuwające jednoznaczne skojarzenia dwie wieże kościoła Mariackiego, pięćset stron tekstu, arcyciekawy projekt Uniwersum. Źle być nie może!

Nad głównym bohaterem Andrejem Dunką od narodzin wiszą czarne chmury. Niczym mityczny Odyseusz przemierza pogranicze Polski i Czechosłowacji w poszukiwaniu normalności, spokojnego życia, wolnego od przykrości, zbrodni, wiecznych awantur i niepowodzeń. Bohater jest biernym uczestnikiem wydarzeń - rzadko ma wpływ na to co się dzieje, wielu dokonanych czynów nie jest do końca świadomy, nawet w absurdalnej sytuacji przypadkiem zabija.

Nie od dziś czytelnikom Mankella znana jest jego fascynacja Afryką. Pisarz spędził znaczną część swojego życia na Czarnym Lądzie – był między innymi dyrektorem teatru w Maputo, stolicy Mozambiku. Tam też posiada dom, gdzie mieszka przez znaczną część roku. Bardzo często w swoich książkach porusza tematy związane z tym kontynentem – głównie krytykując imperialistyczną przeszłość Europejczyków, segregacje rasowe, eksploatacje Afryki, apartheid, ale również problem imigrantów.

Gertrude Stein, Pablo Picasso, Henri Matisse, Franz Kafka, Carl Gustav Jung, Sigmund Freud... Trudno uwierzyć, ale to jeszcze niepełna obsada książki 1913. Rok przed burzą. Niełatwo sobie w ogóle wyobrazić, że te wszystkie postaci żyły w jednym czasie i w większości znały się bardzo dobrze. Mówi się, że od przybytku głowa boli. Nie w tym wypadku

Na tę książkę bardzo czekano. Czekano, ale także wiele od niej wymagano. Dla młodego pisarza zostanie laureatem Paszportów Polityki to nie tylko prestiż, ale także wyzwanie – czy następną książką potwierdzi, że jest dobry. Od kiedy Szczepan Twardoch wkroczył na najwyższe półki polskiej literatury pięknej, odstawiając na boczny tor fantastykę, zaczęto mu się baczniej przyglądać i częściej o nim pisać. Sukces Morfiny postawił wysoko poprzeczkę jej następczyni.

Wiktor Pielewin posłużył się bardzo ciekawym zabiegiem – przedstawił historię z perspektywy wampira żółtodzioba, który wampiryzmu uczy się od podszewki, a czytelnik śledzi jego losy przechodzenia przez coraz większe stopnie wtajemniczenia. Pisarz nie stworzył jednak zupełnie nowego świata. W książce występuje dużo klasycznych motywów wampirycznych, ale są one inteligentnie wplecione w ogólno-ironiczny charakter powieści. Wartą zwrócenia uwagi jest postać Draculi – ten mityczny wampir żyje od tysięcy lat, reinkarnując się w wielu różnych postaciach. Nie mogłem uciec przed skojarzeniami z rumuńskim filozofem Emilem Cioranem. Dracula Pielewina pochodzi z Rumunii i reprezentuje bardzo podobny nurt – melancholii i smutku W jego oczach człowiek skazany jest na wieczne cierpienie, przed którym nie ma ucieczki.

Morfina to powieść zaskakująca i niezwykle wciągająca. Twardoch na każdym kroku szokuje, zniesmacza, ale także zachwyca. Dawno nie czytałem tak wielowymiarowej polskiej książki. I nie dotyczy to jedynie fabuły, ale także kreacji postaci, czy emocji jakie towarzyszyły mi przy lekturze. Laureat tegorocznego Paszportu Polityki zgrabnie bawi się konwencją. Zmyślne ukazanie przekroju społeczeństwa okupowanej Warszawy pozwala nam śledzić i zestawić ze sobą losy nieskazitelnie czystych polskich powstańców, konserwatywnego endeka, zimnych telegrafistek, walczącej stolicy w kontraście z beztroskim - prowadzącym przez większą część książki pierwszoosobową narrację - Konstantym.

Losy postaci Przeprawy i Rączych koni łączą się. Dwójka bohaterów wspólnie mieszka i pracuje na ranczo. Wielokrotnie oszukani, zmagający się z wieloma przeciwnościami losu i tragicznymi sytuacjami samotni młodzieńcy wreszcie trafili do uczciwych ludzi, którzy wymagają od nich sumiennej pracy. Jak to u McCarthy’ego, zbyt kolorowo być nie może. Miłość, która dopada Johna, nie ma prawa być szczęśliwą, gdyż młody Amerykanin zakochuje się w prostytutce, na dodatek z Meksyku.

Lektura Hartlandu przypominała mi historie z książek moich ulubionych pisarzy amerykańskich: Cormaca McCarthy’ego, Erskine’a Caldwella, Williama Faulknera, czy wreszcie Johna Steinbecka. Dziennikarz niejednokrotnie spotykał postaci, które mogłyby być bohaterami któregoś z dzieł tych wielkich autorów, a także miejsca idealnie nadające się na scenerie powieści, czy opowiadania. Mimo iż Ameryka wygląda już inaczej, niż ta z książek wspomnianych prozaików, to w życiu amerykanów nadal widoczne są pozostałości po świecie „rednecków”, kowbojów i wielkich rancz. Do którego, de facto, wielu z nich ma ogromny sentyment do dziś.