Czerwony Pająk przedpremierowo

Kraków, lata 60. XX wieku, w mieście grasuje seryjny morderca, zabijający swoje ofiary uderzeniem młotka w potylicę, wśród mieszkańców zaczyna panować coraz większy strach, a Milicja Obywatelska tylko podsyca podłe nastroje. Podczas jarmarku młody sportowiec Karol Kremer trafia na ślad sprawcy i zaczyna go maniakalnie śledzić. Z czasem odkrywa w sobie nieznane dotąd obliczę, które w tajemniczy sposób zwiąże ze sobą obu mężczyzn.

18 listopada w kine Kijów.Centrum odbyła się oficjalna polska premiera filmu „Czerwony pająk” będącego debiutem reżyserskim, znanego ze zdjęć do „Pręgów”, czy „Rewersu”, Marcina Koszałki. Wcześniej film był prezentowany na zagranicznych festiwalach m.in. w Karlowych Warach, gdzie startował w międzynarodowym konkursie filmowym. "Polski thriller, który rzucił wyzwanie skostniałemu gatunkowi" – tak o filmie zaś wypowiadało się jury Francuskiego Stowarzyszenia Krytyków, wręczając jego twórcom nagrodę podczas prestiżowego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Arras.

Reżyser Marcin Koszałka oparł scenariusz swojego filmu na książce „Lolo”, autorstwa Marty Szreder, opowiadającej o nastoletnim psychopacie, który okazał się bezwzględnym zabójcą. Jednak w swojej produkcji Koszałka decyduje się na ciekawy zabieg - łączy tę historię - oprawcy Karola Kota - z losami Czerwonego Pająka, Lucjana Staniaka, złapanego w 1967 roku mordercy, oficjalnie skazanego za sześć zabójstw. Sam oskarżony przyznał się do dwudziestu zbrodni. Wydawałoby się, że ta idealna hybryda posłuży do stworzenia naładowanego emocjami dreszczowca, klasowego, mrożącego krew w żyłach, thrillera, jednak czegoś w tej produkcji zabrakło. Głównym minusem filmu jest brak, niezbędnego dla tego rodzaju kina, napięcia i ciągłego poczucia niepokoju.

Marcin Koszałka to mistrz sztuki operatorskiej, jego kunszt jest nie do podważenia, a zdjęcia przykuwają uwagę, „Czerwonego pająka” przepięknie zrealizowano. Ogromne braki widać jednak w warstwie fabularnej – szczególnie zauważalne jest to w konstrukcji dialogów, gdy w kadrze pojawiają się chociaż dwie postaci, praktycznie nie mają o czym ze sobą rozmawiać, a w ogólnym rozrachunku najlepiej wypadają sceny gdzie bohaterowie milczą albo są sami. Relacje międzyludzkie ewidentnie "nie kleją się", wątek romansu głównego bohatera sprowadza się do kilku minut - krótkiej sceny potańcówki, paru słabych flirtów. Sekwencja, gdy dziennikarka próbuje przekonać chłopaka, by nie pojechał na zawody skoków do wody, którym poświęcił większość życia, trwa dziesięć sekund i jest do bólu banalna. Pozorne napięcie między rodzicami Karola zamyka się w scenie, gdy jego ojciec usiłuje dostać się do pokoju żony, by móc z nią spać. Nawet wielka fascynacja Kremera seryjnym mordercą nie przekonuje.

Precyzyjnie zostały natomiast przedstawione realia PRLu – scenarzyści zadbali o detale, które były mocno eksponowane. „Czerwony pająk” to także gratka dla miłośników Krakowa, którego w filmie jest bardzo dużo. Marcin Koszałka, co niejednokrotnie podkreślał, myśli obrazami. Wielka szkoda, że potencjał scenariusza nie został wykorzystany w lepszy sposób. Oprócz Adama Woronowicza, grającego weterynarza-mordercę i Filipa Pławiaka, nastolatka zafascynowanego zbrodniami, nikt z obsady szczególnie się nie wyróżnia. Tych dwóch panów zagrało naprawdę dobre role, reszta aktorów rozpłynęła się gdzieś we mgle.

Film jest bardzo krakowski – scenariusz po części opiera się na historii, która się wydarzyła w Krakowie, z Krakowa jest autorka pierwotnej wersji scenariusza, również reżyser Marcin Koszałka pochodzi z tego miasta, film w całości kręcony był właśnie w Krakowie, tutaj odbyła się także uroczysta polska premiera. Najważniejsze jednak, że z Krakowa pochodzi większość funduszy dzięki, którym produkcja w ogóle powstała. Sponsorami filmu byli m.in. Krakow Film Commision oraz Krakowskie Biuro Festiwalowe, środki przekazało również Miasto Kraków. Przedstawiciele wszystkich trzech instytucji – kolejno Katarzyna Wodecka-Stubbs, Robert Piaskowski i reprezentant oddziału kultury miasta – zgodnie stwierdzili, że współpraca idzie im bardzo sprawnie, z ich inicjatywy równocześnie powstaje kilka filmów, a kolejne są w planach.

Co warto przypomnieć, a jest niewątpliwie przykre to fakt, że „Czerwony pająk” był ostatnią produkcją zespołu technicznego z podkrakowskiego „kosmicznego” Alvernia Studios. Z twarzy zaproszonych pod ekran twórców dało się wyczytać przejęcie i świadomość, że to ostatnie takie wspólne wystąpienie.

„Czerwony Pająk” trafi do kin w całej Polsce 27 listopada.

Czerwony Pająk przedpremierowo
Rok wydania: 
2015

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.