Ostatni taniec Chaplina - recenzja

Melonik, wąs obcięty w kwadrat, w ręku laska, charakterystyczny chód. Wyobrażacie sobie kino bez Dyktatora, Brzdąca, Gorączki złota? Niewiele było w historii postaci tak charakterystycznych i skrupulatnie tworzących swój wizerunek sceniczny jak Charles Chaplin. Urodzony w 1889 roku w Londynie Chaplin odcisnął w historii kinematografii niemal tak ważny ślad jak załoga Apollo 11 na księżycu. Miał niebagatelny wpływ na rozwój kina stąd nie dziwi fakt, że jego śmierci towarzyszyło zdanie „to tak jakby umierało kino”.

Zaczyna się w noc Bożego Narodzenia 1971 roku, scena niczym z jednego z epizodów pratchettowskiego Świata Dysku – Charliego Chaplina odwiedza Śmierć. „Czekam na Ciebie” mówi, jednak aktor za nic ma sobie powagę sytuacji i szybko przechodzi do próby rozładowania atmosfery, starając się rozśmieszyć swojego gościa. Niewzruszona Śmierć nie daje się jednak złapać na oklepane gagi komika i ponagla go. Chaplin chwyta się jednak ostatniej szansy – przekonuje Śmierć, że jego dziewięcioletni syn Christopher bardzo go potrzebuje, dochodzą do porozumienia – Śmierć co roku będzie nawiedzać słynnego Włóczęgę. Gdy ten będzie w stanie ją rozśmieszyć przedłuży swoje życie o rok.

Na łożu śmieci Charles Chaplin chwyta za pióro i pisze list do swojego syna. Chce w nim zawrzeć wszystko to co robił w swoim życiu zanim został słynnym komikiem. Epistolarna forma prowadzenia narracji zmusiła Fabio Stassiego do wcielenia się w bohatera powieści i trzeba przyznać, że w tym pierwszoosobowym monologu odnalazł się doskonale. Książkę czyta się przyjemnie ze względu na stosunek bohatera do otaczającej go rzeczywistości – mimo wczesnej straty ojca, problemów psychicznych matki, tułania się bez celu po świecie i życia z dnia na dzień zachowuje on dystans, trzeźwy umysł i nieprzeciętne poczucie humoru.

Dżentelmen, poeta, marzyciel, samotnik, stale wyczekujący romantyczności i przygody. Chciałby natchnąć pana (Macka Senneta) mniemaniem, że jest uczonym, muzykiem, księciem, graczem w polo. Jednakże nie gardzi zbieraniem niedopałków czy okradaniem dzieci z cukierków. – tak Chaplin pisał o stworzonym przez siebie Włóczędze, taki też jest główny bohater książki Stassiego. Pod maską wygłupiającego się, przewracającego o skórkę od banana niedorajdy Chaplin chował duszę smutnego, ale mimo wszystko niezwykle silnego i doświadczonego życiowo romantyka.

Ostatnim tańcu Chaplina, jak w życiu, autor przedstawia cały kalejdoskop emocji. To kolejny efekt ubrania książki w papier listowy, Chaplin pisząc do Christophera, przelewając swoje wspomniana na papier nie szczędzi opisów zarówno wzlotów jak i upadków. Od wielkich sukcesów, przez chwile nędzy aż do takich traumatycznych doświadczeń jak pobicie przez członków Ku-Klux-Klanu. Swoją książką sycylijski pisarz wpisuje się w nurt tzw. literatury drogi bardzo charakterystycznej dla amerykańskiej prozy i dzięki temu jego historia wydaje się jeszcze bardziej prawdopodobna i przekonująca.

Po przeczytaniu do głowy nasunęły mi się kontrowersje jakie wzbudził film Amadeusz Milosa Formana. Mimo oparcia scenariusza na prawdziwym życiu Mozarta producenci filmu dołożyli swoje trzy grosze, aby urozmaicić fabułę. Książka ukazuje tę mniej znaną część życia Chaplina i myślę, że to jest jej główna zaleta. Autor w posłowiu podkreśla, że historia jest zmyślona, jednak zawiera w sobie dużo prawdy, wierzę, że Stassi dobrze przygotował się do napisania Ostatniego tańca Chaplina. Nigdy w stu procentach nie poznamy jak naprawdę mogło wyglądać tułacze życie młodego Charlesa po dotarciu do Stanów Zjednoczonych. Można jedynie przypuszczać czy faktycznie tak wyglądały młodzieńcze lata Włóczęgi. Stassi wielokrotnie czytał autobiografię Chaplina i zebrał bardzo duży bagaż wiedzy by napisać Ostatni taniec...

Ostatni taniec Chaplina - recenzja
Autor książki: 
Rok wydania: 
2015

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.