Black Label Society - amerykański wieczór w klubie Studio

Amerykański wieczór pod hasłem BLACK. Nie dość, że dwa grające zespoły mają to słowo w nazwie, to na twórczość każdego z nich niewątpliwy wpływ wywarła muzyka Black Sabbath. Szczególnie słyszalne było to w utworach pierwszego bandu – Crobot bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Fenomenalne możliwości wokalne Brandona Yeagleya przekonały mnie, by lepiej poznać twórczość formacji z Postville, a kilka utworów na dobre ugrzęzło mi w pamięci, w tym najbardziej Fly on the wall z ostatniego krążka Something Supernatural.

Następny przystanek – Black Tusk, energetyczne trio z Georgii łączące w swojej muzyce elementy sludge’u i hardcore punku z tradycyjnym metalowym zacięciem. Wstępnie obawiano się, że zespół nie zagra, dzień wcześniej odwołano ich występ w Gdańskim B90 z powodu złamania nogi przez gitarzystę/wokalistę Andrew Fiedlera. Pełen szacun dla niego, gdyż z gipsem wkroczył na scenę. Do głowy by mi nie wpadło, że Fiedler jest kontuzjowany – nie dał tego po sobie poznać i absencję na koncercie dzień wcześniej wynagrodził Krakusom dwustuprocentową energią. Trio odwaliło kawał dobrej roboty i po powrocie do domu od razu dodałem Black Tusk do kolejki na Spotify. Z granych utworów nie mogło oczywiście zabraknąć zaczynającego się charakterystycznym perkusyjnym wstępem i hardrockowym riffem Truth Untold, punkowego Enemy of reason czy Bring Me Darkness na koniec. Podsumowując, jeden z lepszych supportów, jakie w życiu słyszałem.

Przejdźmy jednak do wisienki na torcie – malownicze, customowe gitary, katana, długa broda, opadająca na barki lwia grzywa, czaszki, krzyże i magiczne, brzęczące riffy – pakiet znany wszystkim fanom cięższego brzmienia. Chodzi oczywiście o Zakka Wylde’a i jego kultowy zespół Black Label Society, który ponownie odwiedził Polskę. Amerykanie stosunkowo często odwiedzają nasz kraj – przed obecną trasą ostatni raz okazję mieliśmy zobaczyć ich niespełna rok temu.

Tym razem Amerykanie promowali swój ostatni album Catacombs of the Black Vatican. Na szczęście setlista była wyważona i utwory z promowanej płyty nie zdominowały koncertu, zajmując skromne 4/14 całego repertuaru. Dzięki temu usłyszeliśmy cztery kawałki z nowego krążka My Dying TimeHeart of darkness, Damn the Flood oraz balladę Angel of Mercy. W setliście nie mogło zabraknąć szlagierów i zespół zaserwował nam sprint przez większość albumów, dając próbkę każdego z nich. W Studio zabrzmiały najbardziej wyczekiwane przeze mnie Suicide Messiah i Bleed For Me. Do tego takie perełki jak In This River (zapalniczki poszły w ruch), Godspeed HellboundOverloadThe Blessed HellrideParade of the dead i kończące koncert Concrete Jungle i Stillborn. Zaskoczeniem było pominięcie Fire it up – to trochę jak Iron Maiden bez Troopera, Metallica bez Master Of Puppets, czy Black Sabbath bez Paranoid.

Niepodważalne są kompetencje Zakka do grania na wiośle, jednak jego niemal 15-minutowa, piłowana, piskliwa solówka wzbudziła mieszane emocje nie tylko we mnie. Obserwując reakcje ludzi wokół, myślę, że byli podobnego zdania – gdyby Wylde skrócił ją o połowę, byłoby doskonale. Porównywalna sytuacja zdarzyła się trzy lata temu podczas Sonisphere Festivalu.

Dawno nie byłem na koncercie, na którym od początku do końca podobały mi się wszystkie występy. Nie żałowałem ani chwilę, że przyszedłem wcześniej i mogłem cieszyć uszy wszystkimi planowanymi wykonami. Zaskoczyło mnie też nagłośnienie. Pamiętne gigi w klubie Studio, Lamb Of God i Testamentu, pozbawiły mnie słuchu na kilka dni, niezwykle głośne, a do tego nieselektywnie nagłośnione, pozostawiły niedosyt. Na szczęście zarówno BLS jak i supporty brzmiały bardzo dobrze i w trakcie grania techniczni „kręcili gałkami”, by doszlifować brzmienie.

 

Na sam koniec ludzi zebranych pod szatnią czekała niewesoła niespodzianka – ochrona wyprowadzając bijących się karków, rozpyliła gaz pieprzowy. Kiedy stanąłem w kolejce, nie wiedziałem, co się stało – nagle około setka osób zaczęło intensywnie kaszleć i kichać. Choć z drugiej strony było to też ciekawe doświadczenie.

Black Label Society - amerykański wieczór w klubie Studio
Rok wydania: 
2015

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.