Caravan is comin' - relacja z koncertu Gogol Bordello

Caravan is comin'
All guitars are strummin'[1]

Rotunda pękająca w szwach, pełne balkony, bardzo długie kolejki do szatni, transmisja piętro niżej dla tych, którzy nie zmieścili się w głównej sali – nie ma się co dziwić – karawana (a dokładnie dwa tiry i autobus) pod szyldem Gogol Bordello przybyła do miasta, dając w sumie w Polsce trzy koncerty, rozpoczynające europejską trasę „Crack the Case Tour”. Biletów od dawna nie można było zdobyć, dlatego ten, kto tego dnia znalazł się na koncercie, mógł nazwać się szczęściarzem.

Dlaczego Gogol Bordello wzbudza tak wiele emocji? Trudno znaleźć na mapie muzycznych eksperymentów tak oryginalną formację jak oni. Ich siła to wypadkowa niesamowitej energii i różnorodności – w jednym zespole grają dwaj Rosjanie, Etiopczyk, Ekwadorczyk, Szkotka o wyraźnie chińskich korzeniach, Amerykanin. Nie można zapomnieć o najważniejszym – katalizatorze wszystkich czynników – Ukraińcu Eugenie Hützu, który na scenie czuje się jak ryba w wodzie. Gdy do tego dodamy jego stałe atrybuty – czerwone wino i gitarę, energię płynącą z publiki i bajeczne dźwięki z głośników – zdaje się, że lider Gogol Bordello jest w transie. Takie zespoły w Krakowie można spotkać chyba tylko przy okazji Festiwalu Kultury Żydowskiej, gdzie występują podobne mieszanki etniczno-narodowościowe. Mimo wszystko takiego zastrzyku energii, jak na wczorajszym koncercie, dawno nie otrzymałem.

Kto spodziewał się spokojnego koncertu, na pewno mógł być zaskoczony. Rozpoczęło się petardą – na starcie trzy mocne utwory – We rise again, Wunderlust king i Not a crime – dalej już było jak podczas pokazu sztucznych ogni w wianki, czy jak kto woli, podczas salwy na froncie. Wybuchy pozytywnych emocji i najlepszych numerów, a do tego nieustająca zabawa pod sceną. Muszę przyznać, że publika najlepiej bawiła się przy numerach z płyty Trans-Continental Hustle – skoczny numer My companjera, mocno punkowa Immigraniada oraz nieśmiertelne Pala Tute śpiewane przez całą Rotundę. Cieszy ich obecność na setliście – piąty longplay zespołu jest moim ulubionym. Najgłośniej, bez zaskoczenia, widownia zaśpiewała Start Wearing Purple. Nie dziwiła przeważająca liczba utworów z wydanego w 2013 roku Pura Vida Conspiracy – obecna trasa nadal promuje ostatni krążek formacji. Koncert miał też wolniejsze momenty – kilka oddechów można było wziąć przy utworach Dig Deep Enough i The Other Side of Rainbow. W czasie bisów nie mogło zabraknąć szlagieru Alcohol.

Warto wspomnieć o supporcie – Mariachi El Bronx. O formacji z Miasta Aniołów niewiele można przeczytać na polskich stronach internetowych. Jak wskazuje nazwa, jest to kolejne zderzenie kulturowe – tym razem Bronxu i tradycyjnej muzyki meksykańskiej. Zespół to muzyczne alter ego punkowego zespołu The Bronx. Jak można usłyszeć w wywiadach z wokalistą, zespół powstał z pasji i jest ciekawą odskocznią od mocnego grania. Mariachi El Bronx dali bardzo pozytywny, ale spokojny koncert. W związku z podobnym zabarwieniem kulturowym był na pewno dobrym wprowadzeniem do głównego dania wieczoru.

2 grudnia zapadnie mi na długo w pamięci. To był niesamowity wieczór, pełen pozytywnej energii. Żadnemu członkowi Gogol Bordello uśmiech nie schodził z twarzy nawet na minutę – dobrą zabawę miała nie tylko publika, ale także gwiazdy wieczoru. Zdarzało mi się być na koncertach, gdzie zespoły grały od niechcenia, myśląc o zbliżającym się z każdym utworem końcu. W przypadku Gogol Bordello śmiało można wykluczyć taką ewentualność. Każdy z Rotundy mógł wyjść zadowolony – prawie dwie godziny z formacją Hütza okazały się maratonem przez ich wszystkie płyty, zarówno stare, jak i nowe numery.

Jedyne, czego mi zabrakło, to lepszy kontakt z publiką – członkowie zespołu rzadko wykorzystywali triki do zabawienia widzów i wejścia z nią w interakcję. Chociaż z drugiej strony ich muzyka broni się sama, a muzycy wydają się niezwykle autentyczni, nie siląc się na oklepane hasła. Kilka słów więcej do widowni na pewno by im jednak nie zaszkodziło.

Gogol Bordello przyciąga ludzi z wielu środowisk i w różnym wieku. Mimo że to banał, przekrój widowni pokazuje, jak muzyka potrafi łączyć ludzi. Bezsprzecznie mogę uznać wczorajszy koncert za najlepszy, w jakim uczestniczyłem w tym roku. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że przy najbliższej okazji znów wybiorę się na ich spektakl.

[1] Fragment tekstu Pala Tute

Caravan is comin' - relacja z koncertu Gogol Bordello

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.