Śmiech bogów – Tides From Nebula, Zalewski & Besides

Listopad. Piątkowy wieczór. Możliwości do spędzenia czasu tak wiele, a jednak dziwnym trafem znów znalazłem się w Fabryce. Nie będę owijał w bawełnie – nie miałem nawet przez sekundę wątpliwości, że dobrze wybrałem miejsce.

Na bardzo podobnym wydarzeniu jak to z 21 listopada byłem już 5 kwietnia, także na Zabłociu. Wówczas pomiędzy Besides a Tides From Nebula grał nie Krzysztof Zalewski, a Obsure Sphinx. Bardzo dobrym rozwiązaniem okazało się postawienie pomiędzy post-rockowymi zespołami instrumentalnymi artystów z zupełnie innej bajki. Gdyby zagrali pod rząd, na pewno siła oddziaływania byłaby słabsza. O ile na wiosnę mieliśmy do czynienia z post-metalem z blackowym zacięciem, tak teraz zagrał muzyk ze sceny rocka alternatywnego.

Besides, czyli wielkie odkrycie polskiej sceny post-rockowej. Krakowscy muzycy zaszli bardzo daleko w programie rozrywkowym Must Be the music i wiele wskazuje na to, że mogą go wygrać[1]. Bardzo skromni, kulturalni panowie w czarnych koszulach dali z siebie dwieście procent i w towarzystwie prezentacji multimedialnych zaczarowali publikę. W sekundę zebrali wszystkich obecnych w Fabryce pod sceną. Idealna przystawka, choć wydaje mi się, że już niedługo będą grać jako support i niebawem zobaczymy ich w dłuższym wydaniu.

Przechodząc do następnego artysty, nie mogę odrzucić wspomnień z drugą, zwycięską dla Krzysztofa Zalewskiego edycją programu Idol. Nie biorąc jeńców, przechodził z etapu na etap i zachwycał całą Polskę. Warto przypomnieć, że wówczas był tylko jeden talent show, więc udział w nim, nie mówiąc już o zwycięstwie, odbijał się głośnym echem w światku muzycznym. Nie trzeba tutaj wspominać o Brodce, Makowieckim, Wydrze czy Ewelinie Flincie. Zalewski, jako laureat, dostał profesjonalny kontrakt płytowy i wydał genialny album Pistolet, utrzymany w klimacie hardrockowym. Chwilę później zniknął ze sceny muzycznej. Ściął włosy i odmieniony powrócił w 2013 roku, kiedy wydał płytę Zelig, która drastycznie różni się od poprzednich dokonań artysty.

Krzysztof Zalewski idealnie odgrywał rolę łącznika między dwoma zespołami instrumentalnymi. Dzięki swoim niesamowitym zdolnościom muzycznym i nieprzeciętnemu wokalowi zaczarował publikę, wykonując najbardziej znane utwory z Zeliga - Zboże, Jaśniej, Gatunek etc.

Na koniec danie główne – Tides From Nebula, który miałem okazję zobaczyć i posłuchać po raz trzeci. Muszę też przyznać, że najlepszy. Nie mam żadnych wątpliwości, że europejska trasa wyszła zespołowi na dobre. Losy zespołu śledzę intensywnie od półtora roku i pamiętam widownię, która pojawiła się w klubie Kwadrat nieco ponad rok temu w październiku. Od tamtego czasu zespół nabrał pewności, zgrania scenicznego i dopracował swoje numery do perfekcji, a koncert w pełni zaczął przypominać profesjonalny spektakl. Nie bez powodu zapełnili krakowską Fabrykę po brzegi.

Tradycyjnie rozpoczęli od Laughter of Gods, następnie przeszli do Sleepmonster, a jako trzeci pojawił się, najbardziej znany i moim zdaniem też najlepszy numer formacji – Only with a Presence. Później miks utworów ze wszystkich krążków (Aura, Earthsine, Eternal Movement). Do tego wszystkiego sztuczna mgła i pionowe podłużne światła – tradycyjne, charakterystyczne punkty ich koncertu. Za każdym razem wydobywające się z głośników dźwięki tworzone przez kwartet mają niesamowitą głębię, od razu kojarzą mi się z odmętami oceanu. Każdy kolejny dźwięk jest niczym fala, a ja, jako czynny widz i słuchacz, popadam w lekki trans i czuję się jak polip dostrajający się do pulsu muzyki. Pod koniec koncertu wzruszeni muzycy podziękowali za wspaniałe przyjęcie i świetną organizację wydarzenia wytwórni Knock Out Productions.

Parę razy udawało mi się na koncerty Tides From Nebula zabierać znajomych. Do tej pory nikt nie żałował, a uwierzcie, niektórych wyciągnąć było naprawdę niełatwo. Jednego jestem pewien, tego długiego, listopadowego, piątkowego wieczoru nie mogłem spędzić lepiej. Piwko, dobre towarzystwo i trzy przepiękne występy dały mi wiarę w polską scenę muzyczną i pozytywnie nastroiły na początek weekendu.

[1] Ostatecznie wygrali 8 edycję programu Must Be the Music.

Śmiech bogów – Tides From Nebula, Zalewski & Besides

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.