Opeth - relacja z koncertu

Mimo wielu uprzedzeń do stolicy, nie mogę zaprzeczyć, że Warszawa kojarzy mi się z wieloma przyjemnymi przeżyciami – głównie muzycznymi. To tutaj widziałem takich gigantów jak Metallica, AC/DC, Iron Maiden, Rammstein, Slayer, King Diamond, podziwiałem zespoły z wielu półek gatunkowych, jak chociażby na Impact Festivalu – Paramore, 30STM, Korn czy IAMX. To także tutaj odbył się jeden z najważniejszych koncertów mojego życia. Wreszcie w pełnowymiarowym spektaklu mogłem zobaczyć i usłyszeć swój ukochany zespół. Ale zanim to… krótkie preludium – chwila o supporcie, któremu należy się kilka słów.

Alcest to ciekawa mieszanka gatunkowa. Francuzi łączą w swojej muzyce progresywne granie z blackmetalowym zacięciem i balladowymi rozciągnięciami. Ich nastrojowe kompozycje idealnie sprawdziły się jako zapowiedź dania głównego. Zagrali numery głównie z płyty Shelter, wydanej na początku tego roku – dokładnie 24 stycznia 2014. Zdecydowanie czuć było ich piętnastoletnie doświadczenie sceniczne – mimo oddechu giganta, który miał wejść zaraz po nich, zagrali bez kompleksów i zostali dobrze przyjęci przez publikę. Najważniejsze jednak miało nadejść pół godziny po ostatnich brawach wspierających Alcest.

Koncert Opethu, który odbył się 27 października tego roku, był maratonem przez całą ich dotychczasową dyskografię (poza pominiętą debiutancką płytą Orchid), który pokazał, jak przez 25 lat zespół ewoluował – od potężnych ponad piętnastominotwych utworów prog-blackowych po balladowo-jazzowe kompozycje z najnowszych wydań. Wielkiego zaskoczenia nie było – publika w warszawskiej Progresji dostała potężną, dwugodzinną dawkę szlagierów szwedzkiej formacji. Najpierw zabrzmiały dwa utwory z najnowszego krążka Pale Communion (Eternal Rains Will Come i Cusp of Eternity). Następnie skok na głęboką wodę (dosłownie!) i Bleak z albumu Blackwater Park – utwór idealnie oddający atmosferę panującą na zewnątrz – gdzie stolica spowita była gęstą jak mleko mgłą. Następnie mały powrót do korzeni i dwa piękne numery The Moor i Advent. Ten drugi bardzo długo był moim ulubionym. Po małym gwałcie emocjonalnym przyszedł czas na wyciszenie – najbardziej znaną balladę Szwedów – Windowpane z najspokojniejszej płyty Damnation oraz równie spokojne Elysian Woes, ponownie z najnowszego krążka. Od tego momentu klimat tylko gęstniał, a fala dźwięków dochodząca z głośników tylko potęgowała atmosferę. April Ethernal, The Devil’s Orchard, The Lotus Eater, czyli kwintesencja progresywności w  dorobku Opethu oraz The Grand Conjuration. Na bisie kolejna eksplozja dźwięków i emocji – moja ulubiona kompozycja – Deliverance. Setlista marzeń – dziękuję – nie mam pytań.

Pomiędzy numerami widowni towarzyszył cięty humor Mikaela Akerfelda (który od warszawskiego koncertu chce być nazywany Larsem!). Lider Opethu po raz kolejny pokazał, że nie straszne mu są problemy techniczne i mimo usterki gitary, nadal śpiewał. Podobną sytuację można zauważyć na jednym z DVD. Warto też zwrócić uwagę na przepiękną scenografię i doskonałe oświetlenie towarzyszące koncertowi. Za plecami muzyków wywieszone były trzy wielkoformatowe obrazy, zaczerpnięte z okładki Pale Communion, podświetlane podczas każdego utworu w inny sposób. Pod względem akustycznym nie było nic do zarzucenia – każdego z pięciu muzyków było doskonale słychać. Klub zrobił na mnie dobre pierwsze wrażenie. Mimo że miałem okazję już być na koncercie w Progresji, to jednak na małej scenie.

Nie ma co się oszukiwać – wyszedłem z Progresji jako inny człowiek. Spektakl zaserwowany przez Opeth był jednym z najpiękniejszych, jakich w życiu doświadczyłem. Po poprzednim koncercie Szwedów na XVIII edycji czeskiego festiwalu Brutal Assault czułem wielki niedosyt. Godzinny set koncertowy, składający się zaledwie z sześciu numerów, to zdecydowanie za mało, by w pełni poczuć atmosferę zespołu. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. I po raz kolejny ludowe porzekadło okazało się prawdziwe.

Opeth - relacja z koncertu

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.