Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa

Od kilku lat z premierami książek Harukiego Murakamiego wiąże się spory szum medialny. Szeroko zakrojona promocja, reklamy internetowe, plakaty czy nawet automaty z promowaną pozycją – wszystko, aby była ona łatwiej dostępna dla czytelników. Trudno się dziwić, skoro Japończyk z roku na rok znajduje się coraz wyżej na listach bukmacherów obstawiających wyniki batalii o literackiego Nobla. Odnośnie słuszności tej kandydatury zdania są bardzo podzielone, co nie zmienia faktu, że w dyskusjach o literaturze nazwisko tego właśnie autora pojawia się bardzo często.

Kiedy otrzymałem przesyłkę z książką, moją uwagę zwróciła czerwona pieczęć na kopercie oraz napis „nowy Murakami”. Ten slogan przyjął się i, mimo swojej niepoprawności, towarzyszył już kilku premierom książek Japończyka w Polsce. „Nowy” oznacza dla mnie tyle co „odświeżony”, gdyż w warstwie literackiej to nadal ten sam melancholijny i szalenie wciągający Murakami.

Pisarz ten stworzył swego rodzaju Uniwersum. Większość jego historii, czy to opowiadań, czy kilkusetstronicowych powieści i sag (np. 1Q84), rozgrywa się w Tokio lub na jego przedmieściach. To, co łączy wszystkie historie, to sposób przedstawienia bohaterów – Murakami pokazuje zazwyczaj losy pojedynczych zagubionych, samotnych ludzi. Podobnie sytuacja ma się w najnowszej książce Japończyka, Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa. Tytułowy, główny bohater – trzydziestosześcioletni kawaler – prowadzi z pozoru bardzo dostatnie życie. Mieszka w Tokio, ma całkiem dobrą pracę, która ściśle wiąże się z jego zainteresowaniami, nie choruje, nie ma żadnych problemów materialnych. Jednak w jego życiorysie istnieje zadra z przeszłości zaburzająca jego codzienność. Szesnaście lat wcześniej czwórka jego najbliższych przyjaciół nagle zerwała z nim wszelkie kontakty. Paczka była dla niego całym światem i po dzień dzisiejszy nie może się pozbyć traumy z lat młodości. Pełne fantastycznych zdarzeń spotkania i rozmowy skłaniają go do odkrycia prawdy i próby nawiązania kontaktu ze starymi przyjaciółmi.

W najnowszej książce autor nadał byłym przyjaciołom Tazakiego nazwiska związane z konkretnymi kolorami, co odróżnia ich od „bezbarwnego” bohatera tytułowego. Murakami tworzy świat magiczny – pełen symboli i sytuacji pozornie niemożliwych. Jednak wykraczając ponad warstwę symboliczną, która ma jedynie wyolbrzymić problemy społeczne, łatwo dostrzec analogie do sytuacji, z którymi niejeden z nas miał w swoim życiu do czynienia.Kolejny raz Murakami z worka pełnego pomysłów losuje elementy, które układa w charakterystyczny dla siebie sposób. Przeciętny, samotny Japończyk na pewno na swojej drodze spotka tajemniczą osobę, odbędzie podróż nie tylko mentalną, w poszukiwaniu własnej tożsamości, ale także fizyczną – superszybkim pociągiem, przeprowadzi wiele pouczających rozmów i wplącze się w namiętny romans. Na dodatek w swoim otoczeniu będzie spotykał wielbicieli muzyki klasycznej. Ona również nieraz będzie mu towarzyszyć we wzniosłych momentach. Podsumowując – typowa historia znana z innych książek tego autora.

To, co najbardziej lubię w prozie Murakamiego, to niesamowite dialogi. Większość narracji przejmują bohaterowie opowiadający sobie wzajemnie zdarzenia ze własnego życia. Rozmowy pełne są anegdot, rozbudowanych metafor, niejednokrotnie również aforyzmów.

Czytelników lubiących prozę Japończyka lektura jego najnowszej książki na pewno zachwyci, natomiast tych, których do tej pory nie wciągnął wir magii takich tytułów jak Kafka nad morzem czy 1Q84, najnowsza publikacja na pewno nie przekona. Zapewniam, że pisarz wcale się nie zmienił, a Bezbarwny Tsukuru Tazaki, jest jedynie kolejnym wspaniałym daniem mającym zaspokoić głód tych, którzy poprzednie książki już dawno strawili.

Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa
Autor książki: 
Rok wydania: 
2013
Wydawca: 

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.