Moja dekada w Premier League

Rooney! O Matko Boska, co za bramka! Przecież to jest w ogóle niepojęte – każdy szanujący się fan piłki nożnej zna doskonale te słowa oraz ich autora. Pamiętny mecz z Manchesterem City i gol uznany za najpiękniejsze trafienie w dwudziestoletniej historii Premier League. To od tego momentu zaczyna się opowieść Mojej dekady w Premier League Wayne’a Rooneya.

Wayne Rooney to kawał historii Czerwonych Diabłów. Wychowanek Evertonu trafił na Old Trafford jako nastolatek, w momencie gdy swoje najlepsze sezony rozgrywali Paul Scholes, Ryan Giggs, Gary Neville, Ruud Van Nistelrooy a później Patrice Evra, Nemanja Vidic, Cristiano Ronaldo czy Edwin Van der Saar. Obok tych kilku przytoczonych legend futbolu tylko Wazza zakłada jeszcze trykot United i wybiega w nim na boisko. Sam zresztą swoimi występami bije kolejne rekordy i walczy o status legendy. Rooney jest obecnie najbardziej doświadczonym graczem Manchesteru United z pięcioma tytułami Mistrza Anglii, trzema Pucharami Ligi Angielskiej, czterema Tarczami Wspólnoty, tytułem Klubowego Mistrza Świata i najważniejszym triumfem w Lidze Mistrzów na koncie. Jak sam często podkreśla – drużynowe sukcesy są dla niego dużo ważniejsze niż wyróżnienia indywidualne. A tych ma na koncie jeszcze więcej.

Zgodzę się z Przemysławem Rudzkim, autorem posłowia do książki, że trudno w pełni poważnie podchodzić do biografii napisanej w trakcie trwania kariery jej bohatera. Dana osoba może jeszcze w życiu powiedzieć, pokazać i zrobić wiele mniej lub bardziej kontrowersyjnych rzeczy, a niektóre fakty, które już miały miejsce, mogą zostać w książce zatuszowane, by nie wpłynęły negatywnie na wizerunek autora. I tak jest w przypadku tej autobiografii. Maniacy futbolu doskonale znają epizody związane z zarobkami Rooneya, groźbami jego potencjalnego odejścia w łaski niebieskiej części Manchesteru, wybuchami furii na boisku czy kłótniami z sir Alexem Fergusonem.

Liga angielska nie jest łaskawa – mecze są bardzo ostre, metaforycznie rozgrywają się często poza boiskiem, sędziowie pozwalają na więcej niż w innych ligach. Doskonale relacjonuje ten świat Wayne Rooney, który został do niego wrzucony bardzo wcześnie – będąc przez długi czas najmłodszym zawodnikiem oraz strzelcem bramki w tych elitarnych rozgrywkach. Mimo że spędził na boiskach Premier League już dziesięć lat, to szmat czasu jeszcze przed nim, a kolejne rekordy do pobicia.

W swojej autobiografii Rooney pisze o rozdmuchanym przez prasę konflikcie z Cristiano Ronaldo, finałach Ligi Mistrzów, rozgrywkach reprezentacyjnych, presji, jaka z racji tego, że gra w United i jednocześnie jest fanem Evertonu, towarzyszy meczom z Liverpoolem. Dużo miejsca poświęca atmosferze panującej w szatni na Old Trafford i w ośrodku szkoleniowym Carrington oraz wpływowi, jaki był na nią wywierany przez transfery zarówno z klubu, jak i do klubu. Mimo że książka wydała mi się naprawdę ciekawa, to liczyłem na więcej, szczególnie na jakieś pikantne i kontrowersyjne wątki zza kulis wielkiego świata Premier League, którego Rooney jest jednym z głównych aktorów.

Głównymi tematami są jednak wola walki i głód sukcesów. Wayne Rooney wielokrotnie powtarzał, że przegrywać nie umie – niezmiennie od czasów gdy kopał piłkę na betonowym skwerze w rodzinnym mieście, Liverpoolu. Książka jest idealną trzystustronicową publikacją dla każdego fana nie tylko Manchesteru United, ale także Premier League, czy ogólnie piłki nożnej. W bardzo ciekawy sposób zostały tutaj ukazane ważne momenty z historii ostatnich kilku lat angielskiej piłki, szczególnie w końcowych odcinkach sezonów, gdzie walka była największa. Moją dekadę w Premier League czyta się błyskawicznie. Pewne jest to, że Rooney tej książki nie napisał sam – wystarczy porównać sposób wypowiedzi w mediach z jej tekstem. Ale ten fakt możemy przemilczeć… Nie ukrywam, że od dziecka jestem fanem Czerwonych Diabłów, więc lektura książki ich nowo wybranego kapitana była dla mnie podwójnie satysfakcjonująca.

Moja dekada w Premier League
Autor książki: 
Rok wydania: 
2014
Wydawca: 

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.