Hartland. Pieszo przez Amerykę - recenzja

Wolfgang Büscher wybrał się w pieszą podróż przez Amerykę. Była to jednak droga nietypowa. Do tej pory spotkałem się z kilkoma relacjami pisarzy, czy motocyklistów, którzy przemierzyli Stany Zjednoczone wszerz ze wschodu na zachód, bądź odwrotnie. Natomiast niemiecki dziennikarz postanowił rozpocząć swoją podróż w Kanadzie, a zakończyć ją w Meksyku i tym samym przemierzyć Amerykę przez sam środek z północy na południe.

Dla Wolfganga Buschera piesza podróż przez Stany niewątpliwie była trudna i wymagała wiele wysiłku oraz wyrzeczeń. Jednak, wbrew pozorom, to nie warunki atmosferyczne, kłopoty ze znalezieniem noclegu, czy sytuacja finansowa były największą przeszkodą w czasie całej podróży. Największym problemem było samo przekroczenie granicy i wjazd do USA. Niefortunnie bowiem, Niemiec trafił na wykorzystującego swój status celnika, który nieudolnie próbował zatrzymać go na przejściu granicznym.

Lektura Hartlandu przypominała mi historie z książek moich ulubionych pisarzy amerykańskich: Cormaca McCarthy’ego, Erskine’a Caldwella, Williama Faulknera, czy wreszcie Johna Steinbecka. Dziennikarz niejednokrotnie spotykał postaci, które mogłyby być bohaterami któregoś z dzieł tych wielkich autorów, a także miejsca idealnie nadające się na scenerie powieści, czy opowiadania. Mimo iż Ameryka wygląda już inaczej, niż ta z książek wspomnianych prozaików, to w życiu Amerykanów nadal widoczne są pozostałości po świecie „rednecków”, kowbojów i wielkich rancz. Do którego, de facto, wielu z nich ma ogromny sentyment do dziś.

Hartland to nie tylko chwytająca za serce opowieść o podróży, ale także pełen anegdot przekrój społeczeństwa amerykańskiego. Wolfgang Büscher przebył kilkaset kilometrów, rozpoczynając podróż brnąc przez śniegi w puchowej kurtce, a zakończył ją w piekącym skwarze na pustyni przy granicy z Meksykiem. Po drodze odwiedził nie tylko małe wioski, rezerwaty i duże metropolie, ale także regionalne muzea, tematyczne knajpki, budynek, z którego strzelano do Keneddy’ego, miasta-widma i opuszczone rancza.

Serdecznie polecam Hartland. Wciągająca, pełna wzruszających momentów, opowieść Europejczyka, który w przejrzysty, bezstronny i obiektywny sposób relacjonuje kolejną wielką przygodę ze swojego życia. Od granicy z Kanadą, przez całą podróż, zmagając się z poczuciem, że wszyscy wokół uważają go za dziwaka i kogoś obcego, nie poddał się, a wszystkie przeciwności losu obracał w pozytywne bodźce.

Hartland to także krótka historia USA, garść informacji o losach Indian, lokowaniu miast, czy przybyciu Europejczyków do Ameryki. Autor bardzo chciał poznać codzienne życie ludzi mieszkających na peryferiach, w małych miasteczkach czy wręcz na pustkowiach, poza Nowym Jorkiem lub innym wielkim miastem znanym z telewizji i kojarzonym nierozerwalne z USA. Wolfgang Büscher ukazał ten kraj zarówno ze strony znanej ze stereotypów, jak i tej nieznanej, bądź błędnie ocenianej. Jeden z takich przypadków miał miejsce w Teksasie. Wcześniej wielokrotnie ostrzegany by nie zapędzać się tam pieszo, nie mówiąc już o szansach na znalezienie osoby, która weźmie go „na stopa”. Zaskoczony, nie miał problemu z gościnnością i transportem. Chociażby dla takich historii warto sięgnąć po Hartland. Pieszo przez Amerykę.

Wydawnictwo Czarne po raz kolejny serwuje fenomenalną opowieść. Wysoki poziom kolejnego tytułu spod tego szyldu powoduje, że w ciemno mogę czytać tytuły z ich oferty.

Hartland. Pieszo przez Amerykę - recenzja
Autor książki: 
Rok wydania: 
2013
Wydawca: 

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.