Sodoma i Gomora - recenzja

Losy postaci Przeprawy i Rączych koni łączą się. Dwójka bohaterów wspólnie mieszka i pracuje na ranczo. Wielokrotnie oszukani, zmagający się z wieloma przeciwnościami losu i tragicznymi sytuacjami samotni młodzieńcy wreszcie trafili do uczciwych ludzi, którzy wymagają od nich sumiennej pracy. Jak to u McCarthy’ego, zbyt kolorowo być nie może. Miłość, która dopada Johna, nie ma prawa być szczęśliwą, gdyż młody Amerykanin zakochuje się w prostytutce, na dodatek z Meksyku.

Cykl daje wiele do myślenia. Przede wszystkim  uświadamia, jak błahe problemy zaprzątają głowy ludziom współczesnego świata. Bohaterowie Trylogii przeżywają skrajnie beznadziejne sytuacje, niejednokrotnie wręcz przerysowane. Mimo że niektóre zdarzenia nie zawsze wyglądają autentycznie, Sodoma i Gomora wydaje się być wręcz dokumentalną relacją niedawnych, bo rozgrywających się zaledwie pięćdziesiąt lat temu, przemian społeczeństwa amerykańskiego, kiedy to hulańcze życie kowboja odchodziło w przeszłość, a na ranczach zaczynał zalegać kurz.

Kolejny raz Cormac McCarthy potwierdza, że najlepiej czuje się w literaturze drogi. Każda jego książka, z którą miałem wcześniej styczność, w tym dwa wcześniejsze tomy Trylogii, ukazują różne oblicza wędrówki. Mimo że zazwyczaj bohaterowie jego powieści faktycznie przemieszczają się i to na duże odległości to ma ona również wydźwięk symboliczny.

Sodoma i gomora, jak i cały cykl, zdecydowanie nie jest dobrą pozycją dla osób pogrążonych w depresji lub przeżywających gorsze chwile, bądź załamanie. Chyba, że jest masochistą, lub ma potrzebę poczuć się jeszcze gorzej – wówczas, jak znalazł. Lektura Trylogii nie przekazuje pozytywnych emocji. McCarthy ponownie pokazuje najmroczniejsze, wielokrotnie brutalne aspekty życia i świat pełen oszustów oraz łajdaków.

Na pewno światełkiem w tunelu może być, przedstawiona wyjątkowo szorstko, przyjaźń Johna Grady Cole’a z Billym Parhamem, wystawiona na próbę przez ślepą miłość jednego z nich do prostytutki. Oczywiście pojawiają się również pozytywni i dobrzy bohaterowie. Są to zazwyczaj prości, biedni lub dotknięci przez los ludzie, zazwyczaj spotkani przypadkowo podczas podróży, czy w knajpie. Jedną z takich postaci może być  grający w burdelu niewidomy pianista, gdzie pracuje także obiekt westchnień Billy’ego.

Kunszt literacki laureata nagrody Pulitzera oraz jego unikalny styl pisania po raz kolejny mnie zachwyciły, a lektura Sodomy i gomory tylko utwierdziła w przekonaniu, że McCarthy to fenomenalny pisarz i nieważne po którą jego pozycję sięgnę, będzie ona wzruszająca i piekielnie wciągająca.

Sodoma i Gomora - recenzja
Autor książki: 
Rok wydania: 
2013

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.